Dzień zaczął się od pięknego poranka. hamcio, jako nasz kucharz, wyruszył, wraz ze Snejkiem, po rzeczy niezbędne do przyrządzenia zdrowego i nisko kalorycznego śniadania, które powinien jeść każdy gracz Counter-Strike'a.
Po posiłku wyruszyliśmy całą ekipą na przechadzkę po mieście, a w trakcie męczącej podróży każdy zgłodniał. Oczywiście najbardziej marudził Tomek... Za jego jęczeniami udaliśmy się, używając jego GPSa do jadłodajni. Po drodze sprzęt thsa zaliczył małą awarię, ale byliśmy dobrze przygotowani na spacer - nawigację Tomka zastąpiło urządzenie Snejka. Ostatecznie, po paru minutach, dotarliśmy do celu. Uffff - nareszcie jedzenie!
Tutaj nastąpił mały podział. Trójka osób udała się do KFC, w tym ja, a pozostała część poszła na kebaba, który był olbrzymii - tak przynajmniej twierdzi Marcin. Po przerwie BEn przejął stery i ruszliśmy na dalszą przechadzkę. Artur doprowadził nas do ogromnego psa ozdobionego kwiatami, obok którego czułem się jak mrówka.
Droga powrotna wyglądała znacznie lepiej - dostaliśmy się do stacji metra, a tutaj niespodzianka. Z tej stacji nie było linii metra dojeżdzającej blisko naszego hostelu, więc musieliśmy pojechać troche dalej. Gdy wysiedliśmy nie bardzo wiedzieliśmy gdzie jesteśmy, na szczęście po chwili zorientowaliśmy się w terenie i szybko wróciliśmy do naszej bazy.
Zmęczeni całą podróżą udaliśmy się do swoich pokoi i odpoczywaliśmy przed pierwszym dniem rozgrywek.
BS7