Witam wszystkich bardzo serdecznie z (tymczasowo nie) słonecznego Bilbao!
Ale po kolei, bo nie od razu znaleźliśmy sie w hostelu donClaudio(swoją drogą to już mój trzeci pobyt tutaj). Swoją podróż zacząłem z urokliwego miasta Stalowa Wola, gdzie się urodziłem. Pobudka o nieludzkiej 8 godzinie, i o 9 byłem już w busie, w drodze do Rzeszowa, do mojego bociszowego ziomka - thsa. Stamtąd udaliśmy się jego cytryna C2 do Krakowa, skąd mieliśmy wylot. Po drodze natknęliśmy się na kilka robót drogowych, postaliśmy chwilę w korkach.
Ostatecznie, po trzech godzinach jazdy, byliśmy w mieszkaniu, które z tomim będziemy wynajmować już wkrótce, wspólnie z dwiema innymi osobami (w pokoju będziemy razem, także granie zapowiada się całkiem sympatycznie). Następnie udaliśmy się na dworzec, aby odebrać bs7 i wtedy prosto na lotnisko w Balicach, gdzie spotkaliśmy się z resztą załogi - hamem, rodhosem i snejkiem.
Procedura na lotnisku standardowa - zgłoszenie bagażu do check-inu, odprawa, boarding i zanim sie obejrzeliśmy, siedzieliśmy już w samolocie lufthansy. Jako, że w Krakowie było gorąco, nikt nie miał płaszcza czy kapelusza, o który by się ktoś awanturował i nikt nie wzywał pomocy jak to miało miejsce z udziałem Jana Marii-Rokity ;D.
Lot przebiegł spokojnie, a załoga umiliła go poczęstunkiem i napojami (zarówno bez jak i alkoholowymi). Po nieco ponad godzinie wylądowaliśmy na wielkim lotnisku w Monachium. Co do tego lotniska to warto wspomnieć o bardzo szerokiej gamie sklepów typu Armani, Gucci czy Porsche design. 40 minut oczekiwania na samolot i po 90 minutach lotu wylądowaliśmy w Bilbao. Z lotniska pojechaliśmy autobusem do centrum, a następnie pociągiem pod sam hostel DonClaudio. Właśnie się zbieramy na spacer do centrum miasta, aby nie przesiedzieć całego dnia w hostelu. Odwiedzajcie naszą stronę, wkrótce więcej bieżących informacji z pobytu DELTY w Bilbao :)
BEn
|